Idealny balans między chaosem i spokojem

Świeżo wypalona kawa w Tajlandii

Gdy usiadłem, by pisać ten wpis, zerknąłem na datę opublikowania poprzedniego. Minęły ponad dwa lata. Wtedy nikt nie wiedział czym jest koronawirus. To jak żyjemy, to jak planujemy nasze podróże, to jak podróżujemy do pracy – zmieniło się prawie wszystko wokół, świat stanął do góry nogami. Czasami żyjąc codziennością nie zauważamy zachodzących przemian.

Jeszcze „przed koronawirusem” odłożyłem w czasie moje podróżnicze cele. Wirus tylko te plany umocnił. Wybór lokalizacji mieszkania, które planowałem kupić, kredyt, a potem całe projektowanie, szukanie ekip wykończeniowych, różnorakich fachowców – to też zrobiło swoje. Tym razem w dalszej przerwie od podróży, zabiorę Cię w niewielką podróż do mojego świata kawy.

Podczas pobytu w Tajlandii obserwowałem cały proces powstawania kawy. Na zdjęciu świeżo wypalona kawa.

Dom

Nawet mała kawalerka w bloku w stolicy kosztuje pokaźną sumę. Co dopiero, gdy komuś marzą się trochę większe „cztery ściany”. Wydając taką kwotę, chcę mieć pewność, że na pewno wszystko będzie po mojej myśli. Starałem się dopiąć każdy detal, wprowadzić w życie moje wszelkie zwariowane pomysły. To przecież miejsce, w którym będę zaczynał i kończył każdy dzień – a wiele z nich tam spędzał w całości. Nie może być tak, że codziennie będę patrzył na kompromisy, na które musiałem przystać, by było łatwiej, taniej, szybciej… Mam mieć satysfakcję z tego, że pomimo wydania tak ogromnych funduszy to jest naprawdę moje, takie dokładnie jak chciałem. Miejsce, które pomimo że jest mieszkaniem w bloku, będę mógł nazywać swoim domem.

Trzy kawy zimowe Green Caffe Nero
Spacerując Nowym Światem z moją siostrą i chłopakiem, wpadłem na pomysł założenia własnej kawiarni.

To był jeden z czynników, dla którego nie publikowałem przez ten czas. Kolejnym była zmiana pracy i adaptacja w niej. Gdy się w coś angażuję to na całego. Nie mogło być inaczej i tym razem. Codzienne, 8-godzinne siedzenie w biurze, w dziale marketingu, stało się dla mnie niesamowicie nużącą codziennością. Pracowałem tak gdzieś 4 lata i uznałem, że dłużej tak być nie może. Nie chcę spędzić tak pokaźnej części swojego życia na robieniu tego co mnie nudzi, a w firmie nie było perspektywy na zmianę stanowiska, na wykonywanie czegoś, co by mnie mogło bardziej rozwinąć. Zacząłem się zastanawiać, czym chcę się zajmować dalej. Na pewno chciałem (wiem, tak jak wszyscy) robić to co lubię i czerpać z tego satysfakcję. I tak zacząłem analizować co byłoby u mnie tym upragnionym celem…

Świeżo zerwane owoce kawowca
Świeżo zerwane owoce kawowca na plantacji w Tajlandii

Kawa była od dłuższego czasu moją pasją. Czytałem o niej, oglądałem szkolenia, fascynowałem się tym jak prowadzone są kawiarnie. Gdy w Tajlandii trafiłem do palarni kawy, tuż przy ich własnej plantacji czułem się jak w bajce.

Wypalanie świeżo zerwanych ziaren kawy
Wypalanie świeżo zerwanych ziaren kawy już po obróbce owocu podczas procesu, który obserwowałem krok po kroku podczas mojej podróży po Tajlandii.

W końcu zrodził się pomysł, by założyć własną kawiarnię! Stworzyłem listę założeń jakie chciałbym, by miało prowadzone przeze mnie miejsce. Zacząłem tworzyć kosztorys i wtedy zdałem sobie sprawę czego mi jeszcze brakuje – funduszy i doświadczenia w branży. Naturalnie następnym krokiem było szukanie miejsca, w którym niezbędną wiedzę i umiejętności mógłbym zdobyć. Przejrzałem oferty warszawskich kawiarni speciality, zaczynając od tych, do których sam chętnie chodziłem. To nie było to, szukali ludzi z doświadczeniem w branży. Nawet nie kwapiłem się wysyłać CV. Znałem siebie, wiedziałem, że na to za wcześnie. Finalnie trafiłem do jednej z popularnych sieciówek, jednak wyróżniającej się na tle konkurencji w istotnych dla mnie aspektach. Green Caffe Nero znałem już wcześniej dosyć dobrze. Z perspektywy gościa. Widząc otwartą rekrutację, nie musiałem szukać dalej, była to jedyna oferta, do której finalnie się zgłosiłem.

Dynie na Halloween w kawiarniZnaleźć idealny balans

Panuje stereotyp, że bycie baristą to podstawowa praca, którą wykonujemy przed startem w prawdziwej pracy. Mało osób myśli o tym jak o karierze samej w sobie. I moim zdaniem tu już chodzi o samo nastawienie jakie mamy do pracy. Tak naprawdę każda posada może być karierą, dosłownie każda – niezależnie od widełek płacowych.

Niestety i ja spotkałem się z komentarzami, które powielały ten stereotyp, w stosunku do mojej osoby. Docierały do mnie zarówno od ludzi ze starej pracy, jak i od tych z nowej – wielu baristów już pracujących w tej sieci nie traktowało swojej pracy serio i byli w szoku, że mogłem zrezygnować z pracy w marketingu (wg. nich prawdziwej pracy) i zostać baristą. Zaczynając na tym stanowisku zarabiałem mniej (nieznacznie) niż będąc grafikiem komputerowym. Ale co z tego skoro z poprzednią pracą nie wiązałem przyszłości – wiedziałem, że chcę czegoś więcej. Szukałem czegoś co znalazłem właśnie na tutaj. Dla mnie to idealny balans między chaosem i spokojem. I wierzę, że przybliży mnie to również do marzenia o własnej kawiarni.

Najpiękniejszy owoc na świecie

Oczywiście, że zaczęło się od miłości do kawy – jej aromatu, smaku, barwy, sposobu uprawy i obróbki owoców… To dla mnie najbardziej niesamowity owoc na świecie. Przepiękne jest to jak wiele czynników ma wpływ na to jakiej jakości jest finalne ziarno – wysokość na jakiej znajduje się plantacja, wilgotność powietrza, temperatura, gleba. Kawowiec uwielbia trudne warunki wzrostu.

Surowe ziarno kawy, które za chwilę będziemy wypalać.
Surowe ziarno kawy, które za chwilę będziemy wypalać.

Duże wysokości upraw sprawiają, że owoc dojrzewa wolniej, ze względu na między innymi, niskie temperatury i duże nasłonecznienie. Dzięki temu ma więcej czasu na ukształtowanie się bardziej złożonych cukrów w ziarnie kawy, a to już przekłada się na całą gamę nut smakowych wyczuwanych w filiżance espresso. Mogę tak godzinami, bo kawa jest dla mnie niczym najlepszy przyjaciel. Z przyjemnością staję za barem czekając na kolejnych gości, którzy przychodzą tutaj właśnie po to, by napić się dobrej kawy. Dla jednych to codzienna rutyna, bez której nie wyobrażają sobie poranka. Dla drugich uzależnienie, z którego potrafią być dumni. Dla trzecich z kolei, czasami to najmilsza rzecz, jaką mogą dostać w tym ciężkim dla nich dniu. Bycie częścią tak ważnych rytuałów daje mi ogromną satysfakcję i czerpię dużą radość z możliwości spędzania czasu z ludźmi w ten sposób.

Małymi krokami do celu

W tym momencie jako jedyny kierownik zmiany w kawiarni, czasem zastępuję kierownika kawiarni w jego obowiązkach, co pozwala mi na rozwój w kierunku, jakim chciałem podążać. Staram się robić wszystko, by ten konkretny lokal był coraz lepszy – zarówno jeśli chodzi o ekspozycję ciast, kaw i herbat paczkowanych, jak i kierunek szkolenia baristów.

Kawa ze świeżo wypalonych ziaren kawy
Co prawda kawa pełnię swoich właściwości osiąga po 3-4 dniach od wypalenia, ale napicie się kawy, która została przed momentem, na moich oczach wypalona, było niezapomnianym doświadczeniem.

Bardzo ważne, by znajdować w nich plusy, które można uwypuklić na tyle, by przykryć ich wady. Tak, aby nie ograniczać, a dawać możliwości rozwoju, twórczego wykazania się. Stale pracuję nad różnymi pomysłami, które mogą takie działania umożliwić.

Przyjdzie czas i na własny lokal. Nie żałuję obranej przeze mnie ścieżki i kierowania się tym, że powinienem robić to co kocham – bez zbędnego zastanawiania się, analizowania pomysłu i tego co uważają „inni”. To nie oni są na moim miejscu. Działam zawsze tak, by robić to co w danym momencie uważam z najlepsze – działałem tak mając daną wiedzę, więc nie żałuję tego mając teraz inną, niezależnie czy z obecnego punktu widzenia dana decyzja była dobra. To co jest teraz ma tylko wpływ na przyszłość. Jeśli to czytasz to nie pozostaje mi nic innego jak podziękować za dotarcie do tego momentu i życzyć spełnienia marzeń przepysznej kawusi każdego dnia.

Podoba się? Udostępnij!

SOCIAL MEDIA:

FACEBOOK   INSTAGRAM