Jak znalazłem się w Tajlandii?

Bangkok view

Moja podróż do Tajlandii rozpoczęła się na długo przed tym jak wsiadłem do samolotu na Lotnisku Chopina. Czas opisać i tę część podróży – jest ona dla mnie równie ważna co sama wizyta w tym kraju. Czyli od samego pomysłu aż po przygotowania do pierwszej w życiu tak dużej wyprawy.

We wcześniejszym artykule zwracałem uwagę na to, że podróżujemy tak naprawdę całe życie. Codziennie podejmujemy większe lub mniejsze decyzje, w danym momencie jeszcze nie wiedząc, gdzie nas zaprowadzą. Zawieramy przypadkowe znajomości, które potrafią całkowicie odmienić nasze losy, to co będziemy dalej robić i kim się staniemy. W moim przypadku było podobnie.




Kilka lat temu, w pracy, rozmawiając w pokoju ogólnie o planach na przyszłość powiedziałem, że chciałbym podróżować. W pomieszczeniu pracowaliśmy we trójkę (ja, Asia i Tomek), dział marketingu. To tamta rozmowa rozpoczęła szereg wydarzeń, który uporządkował moje marzenia podróżnicze, pokazał możliwości i korzyści. Aśka kilkukrotnie była w Azji. Tajlandię przedstawiła jako kraj wolności, niesamowitych smaków. Miejsce, w którym za wiele rzeczy można zapłacić uśmiechem. Brzmiało jak bajka. Zapragnąłem z całego serca odwiedzić to miejsce. Koleżanka mówiła o nim z tak ogromną pasją i utęsknieniem, że niejednokrotnie (rozmawialiśmy o tym wiele razy) odbywałem wycieczkę do Tajlandii w myślach.

Tajlandia

To nie była dziewicza wycieczka

Tajlandia nie była moją pierwszą zagraniczną wyprawą. Najpierw pojechałem do Londynu. Miałem tam znajomą, która nas przenocowała, to było duże ułatwienie na początek. Po wizycie w UK utwierdziłem się jeszcze bardziej, że podróżowanie to jest to co chcę robić. Cały czas chodziła mi po głowie ta Tajlandia. Dystans jaki początkowo miałem do podróży na inny kontynent zmniejszał się z każdą kolejną rozmową z Aśką na temat podróży. O Tajlandii wiedziałem już naprawdę sporo, w międzyczasie czytałem podróżnicze blogi, liczne artykuły.

Rodzice podczas wizyty u nich pokazali mi film ich kolegi z Tajlandii. Biegał tam radosny po rajskich wyspach itp. Rodzice powiedzieli, że chyba się wybiorą skoro to takie proste (i tanie). Pomyślałem sobie, że skoro moi rodzice mają takie plany (na wakacje zwykle jeździli jedynie po kraju) to czemu ja mam nie spróbować? I tak mamy kolejny bodziec, który popchnął mnie jeszcze bardziej do realizacji celu.

Przerwa od zimy

Rok przed moim wyjazdem do Tajlandii moja szefowa była na urlopie w jakimś ciepłym kraju. Nawet nie pamiętam jakim. Był to styczeń/luty. Wydało mi się to genialne rozwiązanie. Przerwać sobie polską zimę na 2-tygodnie jakimiś tropikami. Dużo łatwiej można wtedy znieść mrozy. Twardo postanowiłem, że za rok chcę zrobić to samo, nie ma co tego dłużej odkładać. Na początku kolejnej zimy zabookowałem bilety na luty, nie było już odwrotu. Pozostało jedynie wypisać wniosek urlopowy i… zaplanować cały wyjazd.

I na tym etapie trafiłem na bloga Doroty z Born Globals. Jej teksty o Tajlandii, a w szczególności 2-tygodniowy plan podróży wraz z planerem do wydruku i checklistą co zabrać był ogromnym ułatwieniem. Korzystając z jej doświadczenia nieco zmodyfikowałem plan pod swoje potrzeby. Ale mogę go gorąco polecić. Wszystko co tam zawarła Dorota miało pokrycie w rzeczywistości. No, może poza zachwalaniem naleśników z Jimmy and Jeng Homestay. Co prawda były smaczne, ale gdy zapytałem Jeng (właścicielka) jak je przyrządza, że wychodzą takie puszyste, odpowiedziała, że robi je po prostu z proszku. 🙂


Typowa restauracja w tajlandii
Typowa restauracja w Tajlandii

Teraz już z górki

Na tym etapie pozostało już tylko przygotować się do podróży. Wykupienie ubezpieczenia podróży (wyszło mi 190 zł za dwie osoby, Axa Assistance) było proste i zajęło kilkadziesiąt minut. Kolej na szczepienia (w Tajlandii poziom higieny nie jest na wysokim poziomie, więc nie warto tego bagatelizować) – szczepionki przeciw durowi brzusznemu i wirusowemu zapaleniu wątroby typu A kosztowały mnie razem z kwalifikacją do szczepienia 460 zł. Jeśli takiego szczepienia jeszcze się nie odbyło warto pamiętać również o błonicy, tężcu i polio. Oprócz tego kupno silnego środka na komary i nie tylko – Mugga Deet 50%. Nasze środki na tajskie komary nie będą działać. Krem z filtrem to również must have – najlepiej wziąć ze sobą, te kupione na miejscu często zawierają wybielacze.

A reszta to tak naprawdę kwestia indywidualna. Planer Doroty, który podlinkowałem wyżej z pewnością będzie przydatny do pakowania, czasami łatwo zapomnieć o oczywistych rzeczach.

I właśnie tak trafiłem do miejsca, w którym w dużej mierze odkryłem siebie i to że trzeba spełniać marzenia. Na mojej drodze stanęło wiele osób, które ukształtowały mój kierunek i bardzo im za to dziękuję.

Podoba się? Udostępnij!

SOCIAL MEDIA:

FACEBOOK   INSTAGRAM