Pierwsze zderzenie z kulturą Azji

Piękny wodospad w Tajlandii-5 stopni. Taka temperatura była w Warszawie, gdy zamawiałem Ubera, który miał zawieźć mnie na Lotnisko Chopina. Gdy wysiadałem w Bangkoku z Boeinga, powitało mnie 37 stopni w cieniu.

42 stopniowa różnica temperatur to niezapomniane doświadczenie. Nie żeby to był jakiś wielki szok, tak jak niektórzy to mówią. Było to bardzo przyjemne uczucie, bo w lutym byłem już zmęczony zimą. Gorzej było z powrotem, gdy po dwóch tygodniach upałów trzeba było wejść z powrotem do zamrażarki (tak zimna wydawała mi się wtedy Polska). Raptem w kilkanaście godzin zmienia się wszystko – czas, klimat, pogoda, ludzie…

Słońce jakiego nie widziałem

Mój pobyt odbył się w lutym – to pora sucha i ciepła w Tajlandii (pozostałe dwie pory roku, które tam występują to pora gorąca i sucha (marzec-maj) oraz gorąca i wilgotna(czerwiec-październik)), która trwa od listopada do lutego. Szczyt sezonu i idealna pora na wycieczkę, jeśli szuka się pogody rodem z pocztówki, z pięknym, błękitnym niebem na czele. Trzeba być oczywiście również przygotowanym na większą liczbę turystów.

Pogoda w Tajlandii nie zawodzi!
Pogoda w Tajlandii nie zawodzi! Kapelusz i okulary przeciwsłoneczne to podstawa.

To moje pierwsze ale na pewno nie ostatnie zderzenie z orientem, kulturą Azji, jej zapachem i smakiem. Pierwszą rzeczą, którą przywitała mnie Tajlandia był gorący podmuch powietrza wydobywający się ze szczelin pomiędzy samolotem a lotniskowym rękawem. Drugą był chaos. Ogromny i wszechobecny chaos. Po kontroli granicznej i odzyskaniu bagażu (jeszcze na lotnisku) chciałem kupić kartę z tajskim internetem. Ciężko było się porozumieć ze sprzedawcami w tamtych sklepach, ich znajomość angielskiego była poniżej przeciętnej (standard dla tego kraju). Potem skierowaliśmy się do metra, by dojechać do centrum, skąd mieliśmy złapać autobus do hotelu. I tutaj zaczęły się pierwsze schody.

Widok ze świątyni Wat Phra That Doi Suthep
Widok na miasto Chiang Mai ze świątyni Wat Phra That Doi Suthep

W znalezieniu przystanku autobusowego pomogły Mapy Google. Bez tego ciężko by było określić, gdzie należy czekać na autobus. Nawet z pomocą aplikacji nie wiedzieliśmy gdzie dokładnie stanąć. Pomimo bardzo ruchliwej, szerokiej ulicy przystanek nie był wydzielony. Co więcej, był odgrodzony od ulicy tak, że trzeba było przejść przez betonowe słupki, aby dostać się do autobusu. O ile przyjedzie. Linia, która kursuje co 10 minut, kazała na siebie czekać ponad godzinę. Obawialiśmy się, że w ogóle nie przyjedzie, bo lokalsi na przystanku powiedzieli nam, że ta linia czasami nie jeździ przez cały dzień. Loteria.

Plątanina kabli w bangkoku
spojrzprzezokno.pl

Elektryczny rozgardiasz

Mogłoby się wydawać, że ogromny ruch, korki, gwar, masa ludzi i przeróżnych pojazdów mogą okazać się przytłaczające. Nic z tych rzeczy. To wszystko idealnie wpisuje się w klimat metropolii. Moim zdaniem psują go jedynie (nie licząc wszędobylskiego smrodu) obecne wszędzie kable. Gdziekolwiek nie spojrzysz – kable. Z okna hotelu widok na kable, z restauracji widok na kable, zdjęcie krajobrazu z widokiem na kable, na chodniku również można się potknąć o kable.

Plątanina kabli w Bangkoku
spojrzprzezokno.pl

Przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka. Bardziej oficjalne to takie, że tak jest szybciej i taniej, prąd zawsze doprowadzany był na końcu, podczas budowy budynków nikt o tym nie myślał. Zdecydowanie łatwiej jest również podłączyć w ten sposób nowe domostwa. Po drugie, gdy przychodzi powódź lub mniejsze podtopienia, miasto nie jest pozbawiane elektryczności i dostępu do Internetu. Mniej oficjalnym powodem jest to, że Tajowie nie lubią grzebać pod ziemią. Stąd też np. większa część metra zbudowana nad powierzchnią.

Plątanina kabli w Bangkoku

Zdjęcia okablowanej Tajlandii dzięki uprzejmości bloga spojrzprzezokno.pl

Bilet w tajskim autobusie. Konduktorka przecina go nożyczkami w celu jego skasowania.
Bilet w tajskim autobusie. Konduktorka przecina go metalową tubą w celu jego skasowania.

Tuk-tuk, kto tam?

Bangkok tuk-tukami stoi. “TUKTUK” słyszy się na każdym rogu. Są wszędzie. W teorii te pojazdy to tani i szybki transport. W praktyce jest to atrakcja turystyczna, która z tanią ceną nie ma nic wspólnego. Spróbować na pewno warto, jedzie się bardzo przyjemnie, to niepowtarzalne doświadczenie. No i gdy masz na zbyciu trochę batów to możesz sobie pojeździć. Warto się targować (akurat to dotyczy całej Tajlandii). Dopóty nie wsiadłem do tuk-tuka, dopóki kierowca nie zniżył ceny o połowę. Zawsze mają je dużo zawyżone.

Sam transport tymi pojazdami na gaz uważam za niezwykle innowacyjny i świetnie by się sprawdził w każdej metropolii. Szczególnie takiej, gdzie cały rok jest ciepło. W Warszawie np. można by wykorzystywać te pojazdy latem a zimą je garażować (działa tak samo przecież Veturilo, tylko że samochodziki każdy by sobie składował na własną rękę, są malutkie) lub w ogóle kupić specjalną wersję takich pojazdów, są też pojazdy przystosowane do warunków zimowych. Taki środek transportu jest bardzo tani i szybki. Sam dziwię się dlaczego podobne rozwiązanie w Warszawie się nie spopularyzowało. Nawet w formie skuterów.

Czerwony Songtaew Chiang Mai
Czerwony Songtaew Chiang Mai

Transport w Tajlandii w skrócie wygląda tak: masa skuterów, tuk-tuki wszędzie (lub Songthaew w niektórych częściach Tajlandii), mało pociągów i trochę więcej autobusów (w Bangkoku jest ich dosyć dużo, w planach jest modernizacja taboru i wprowadzenie smart busów, cokolwiek by to miało znaczyć), taksówki i samochody prywatne, metro naziemne. No i promy/statki między wyspami. Oczywiście dodatkowo, dla nieco bogatszych, słynne podróże samolotami wewnątrz kraju. Bogato rozwinięta sieć lotnisk oraz oferta krajowych i regionalnych przewodników umożliwiają sprawne poruszanie się wewnątrz kraju.

Transport promowy z wyspy
Tanimi statkami bardzo często podróżuje się w warunkach niecodziennych… Np. wraz z transportem śmieci z wyspy. Dodatkowo na pokład zmieścił się jeszcze skuter oraz kobieta na wózku inwalidzkim.
Kapitan łódki jedzący zupę
A kapitan nie przejmuje się tym co jest przed nim. Musi się najpierw najeść.

W autobusach czy pociągach panuje bardzo wysoka kultura. Nikt się nie przepycha, wszyscy są dla siebie mili i wyrozumiali (Zobacz tutaj co nas spotkało w pociągu w Tajlandii). W metrze wysoce niewskazane jest przepychanie się, można za to nabawić się kłopotów. I to tak z grubsza. Więcej aspektów i ciekawostek związanych z transportem w Tajlandii opowiem przy innej okazji.

Bogaty w biedzie

Tajlandia to kraj bardzo biedny bogaty biedny bogaty nie wiem… Naprawdę ciężko to określić. Obok ogromnych drapaczy chmur, o których Warszawie nawet się nie śniło, slumsy, bezdomni, mieszkanka z kartonów na ulicach. Wkoło pełno złota, wkoło pełno brudu. To wszystko się tutaj przeplata niezliczoną ilość razy. Mówiąc o bogactwie nie mam na myśli jedynie ociekających złotem świątyń. Zwykłe płotki, balustrady, latarnie potrafią być zdobione złotem. Wiem, że w dużej mierze są one po prostu malowane złotą farbą, ale po prostu bieda i bogactwo są swoimi bardzo dobrymi sąsiadami.

Generalnie Tajowie są biedni. Najsłabiej zarabiają osoby niewykształcone. Młodzież po studiach potrafi radzić sobie całkiem nieźle. Jeśli chodzi o samą edukację to ten aspekt ulega w ostatnim czasie znacznej poprawie. Młodzi chętnie uczą się angielskiego. Cóż, to ich przyszłość, zaczynają coraz bardziej to dostrzegać.

Kontrast przepychu i biedy w Tajlandii
Kontrast przepychu i biedy w Tajlandii
Buddyska świątynia i modlący się mnisi
Buddyjskie świątynie ociekają złotem
Modlący się Tajowie w buddyjskiej świątyni
Modlący się Tajowie w buddyjskiej świątyni
To co widzimy na obrazku to czasami jedyne co te dzieciaki mają do zabawy.
To co widzimy na obrazku to czasami jedyne co te dzieciaki mają do zabawy.

Jeśli doceniasz pracę jaką wkładam w bloga, daj znać w komentarzu lub udostępnij artykuł dalej. ขอบคุณ!

Więcej ciekawych faktów z Tajlandii już wkrótce!